2012-12-03

Wystąpienie Marszałka Andrzeja Krzyżanowskiego w Wilnie 22 listopada 2012 roku

Temat: 18 pokoleń.


Kiedy 18 pokoleń temu nasi wspólni przodkowie Litwinów i Polaków spotkali się na pierwszym walnym sejmie Obojga Narodów nie sądzili zapewne jak ważne i długotrwałe przyniesie to skutki, zarówno dla obu tych krajów: Królestwa Polskiego i Wielkiego Księstwa Litewskiego, dla obu reprezentujących je narodów, jak i dla innych współmieszkańców tych ziem: dla Rusinów, Ormian, Tatarów, Żydów etc.

Niestety w niewielkim stopniu nawet my sami sobie dziś uświadamiamy, jaki był to również ważny moment dla całej nowożytnej Europy. Stanowiący krok do stopniowej zmiany rządów (upraszczając nieco) od autorytaryzmu do demokracji, która 12 pokoleń później zaowocuje pierwszą na naszym kontynencie Konstytucją uchwaloną przez 491 skonfederowanych posłów i senatorów pod przewodnictwem marszałków: koronnego Stanisława Małachowskiego i litewskiego Kazimierza Sapiehy. A skoro my za mało to doceniamy, to tym bardziej nie będzie doceniać ani nawet wiedzieć o tym współczesna Europa.

Mówię tu o Unii Horodelskiej, którą 599 lat temu, mój wielki przodek w 18 pokoleniu przede mną, a zarazem król Polski i Wielki Książę Litewski Władysław Jagiełło, urodzony tu w Wilnie Jogaila Algirdaitis zwołał w granicznym dla tych dwóch niezależnych organizmów państwowych mieście, w Horodle. Proszę się nie obawiać: nie zgłaszam tu mojej pretensji do tronu na Litwie czy w Polsce, ale ponieważ reprezentuję Stowarzyszenie Potomków Sejmu Wielkiego i chciałbym przedstawić Państwu trochę inne widzenie przeszłości niż te znane nam z podręczników historii. Współcześnie, zarówno w Polsce, jak i na Litwie, na Ukrainie czy Białorusi, jak i wielu krajach świata wg. naszego genealoga dra Marka Minakowskiego, żyje przynajmniej kilkanaście tysięcy osób mogących powiedzieć o sobie, iż są potomkami zarówno Giedymina jak Jagiełły, choć często nawet o tym nie wiedzą. Ostatnie badania nie tylko genealogiczne, ale i rozwój badań genetycznych bardzo tę wiedzę poszerzają.

  Przodek mojej żony, ziemianin Ludwik Górski, kiedy umyślił wybudować w swoim majątku na Podlasiu kościół, postanowił włączyć do tego ważnego celu wszystkich mieszkańców, którzy będą z niego korzystali. Chciał, by mieli poczucie, iż po części jest to ich wszystkich dzieło, kościół ich wszystkich. Ustawił chłopów, oficjalistów i pracowników majątku z żonami i dziećmi, swoją rodzinę, rezydentów i rządców, sam stając pośród nich w długim kilkukilometrowym szeregu, począwszy od cegielni do miejsca budowy kościoła, tak by wszystkie cegły potrzebne na jego budowę przenieść jedna po drugiej z rąk do rąk.

Używam tego działania znanego działacza okresu pozytywizmu jako porównania, bo stanowi ono dobrą ilustrację tego jak można spoglądać na przeszłość. Jakże często nie zdajemy sobie sprawy, że historię - dużą i małą zmieniali i rozgrywali nasi pradziadkowie i prababki w dosłownym sensie. A historia naszych krajów, to równocześnie nasze rodzinne historie, które mają swoje kontynuacje i konsekwencje do dziś. Zaludniały ją i budowały pokolenia ojców i matek, przekazując kolejnym synom i córkom budowlę do ulepszania: rodzinę, dom, miasto, kraj, czy ustrój polityczny.

Tak się składa, ze na całym Bożym świecie nie ma kraju, nie ma narodów sobie nawzajem bliższych niźli Polacy i Litwini. I to zarówno wspólnie budowaną historią, jak doświadczeniem historycznym, kulturą, a nawet genetycznym pokrewieństwem. Od Unii w Krewie, do Unii Lubelskiej i dalej do Sejmu Wielkiego ze wspólnie uchwaloną Konstytucją i jej aktem wykonawczym Zaręczeniem Wzajemnym Obojga Narodów. Aż do wspólnej utraty niepodległości. Ale i potem jeszcze podczas zwoływania i uczestnictwa we wspólnych powstaniach. W doli i niedoli.

Stowarzyszenie Potomków Sejmu Wielkiego organizuje w przyszłym roku, razem z miastem Zamość, z muzeum Zamościa, oraz z gminą Horodło, sesje historyczną oraz uroczyste obchody 600-lecia Unii Horodelskiej. Zapraszam wszystkich Państwa na 28-29 października 2013 r. jak najliczniej z Litwy, najpierw do Zamościa, a potem do pięknej miejscowości Horodło nad Bugiem, która w sposób symboliczny łączy oba nasze kraje. Tam to właśnie, w stojącym na wysokim brzegu rzeki zamku księcia Witolda, została podpisana nie tylko umowa międzynarodowa określająca wzajemne relacje łączących się krajów, ale nastąpiło ponadto połączenie 47 rodów polskich i litewskich pod wspólnymi herbami szlacheckimi. Część tych rodzin do dziś jeszcze istnieje i to zarówno potomków litewskich bojarów jak i przyjmujących ich do wspólnegoherbu szlachty polskiej. Mamy wśród członków SPSW niemało osób będących potomkami w prostej linii tych uczestników. Co warte podkreślenia, to adoptowane do herbów polskich rodziny litewskie wyrosły potem i dłużej utrzymały znaczenie swoich rodów poprzez kolejne 400 lat istnienia Rzeczpospolitej Obojga Narodów, a nawet, do współczesności, niż rodziny polskie.

Witoldowy zamek w Horodle, który był świadkiem owego połączenia dawno już nie istnieje. Zostały tam teraz tylko ledwo widoczne ślady w ziemi, na zakręcie Bugu.Zamek podobno był drewniany. Ufam, ze znacznie trwalsza budowla myśli i woli naszych Przodków przetrwała i dziś jeszcze w XXI wieku może i powinna stanowić dla nas inspirację.

Na pewno była taką inspiracją 151 lat temu, w 1861 r. dla wielotysięcznych rzesz Polaków, Litwinów, Rusinów, Żydów, Tatarów, którzy choć byli poddanymi 3 różnych zaborów, zgromadzili się właśnie w Horodle w 448 rocznicę podpisania Unii. Zjechali się z terenów dawnej RP, nie bacząc na różnice w wyznawanych religiach, status społeczny czy narodowość, pamiętając jedynie o naszym wspólnym organizmiepaństwowym i łączącej nas wszystkich wielkiej przeszłości. Jednym z koordynatorów tej manifestacji był Apollo Nałęcz-Korzeniowski ojciec brytyjskiego pisarza Josepha Conrada. Była to wielka i piękna, pokojowa manifestacja, po której został tam, usypany przez jej ok. 20.000 uczestników kopiec stojący niedaleko granicznej rzeki. Warte wspomnienia jest to, że tak na prawdę, kopiec ten, został zaraz potem zniwelowany przez rosyjskie wojsko, a odtworzony dopiero po 1918 r. To też ma znaczenie symboliczne i powinno współcześnie dawać nam do myślenia.

Potem nastał ten nieszczęsny XX wiek, który, mimo, że dwukrotnie przyniósł naszym obu krajom niepodległość - na jego początku i na końcu, to jego środek okazał się pożałowania godny. Jak to ujął jeden z najsłynniejszych pisarzy polskich, swego czasu podpisujący się pseudonimem Litwos, a którego przodkowie byli uszlachconymi w XVI wieku Tatarami ze Żmudzi: "nienawiść wrosła w serca i zatruła krew pobratymczą". Apokalipsa, jaka się wtedy przed oczami naszych pradziadków i ojców rozpętała w Europie i dalej, oczywiście nie dotyczyła jedynie naszych, a wszystkich zamieszkujących ją narodów.

"Paryż wart jest mszy". Zapewne dla króla Francji pod koniec XVI wieku to był, wydaje się, łatwy wybór. Nie wiem natomiast czy uprawnione jest pytanie do naszych przodków walczących o niepodległość w XX wieku, do marszałka Piłsudskiego, do prezydenta Smetony: czy Wilno, tak piękne dzięki nawarstwionym wiekom pracy i twórczości: Litwinów, Polaków, Rusinów, Żydów, Tatarów, Niemców, a nawet Szkotów i Włochów, czy to wspaniałe miasto i wtedy tak bardzo Polskie, nie warte było nowej unii w Horodle? Przeciw Krzyżakom i Moskalom? Nie sposób nam dzisiaj tego rozstrzygnąć! Nie wiadomo jak by się wtedy potoczyły losy tej części świata.

Ale nareszcie mamy już kolejny, XXI wiek, warto by już nam przestać być zakładnikami tej krótkiej niedobrej przeszłości, mając za sobą przeszłość tak znakomitą i tak długą, niemającą precedensu w nowożytnej historii - 400 lat współistnienia. Wspólnego budowania cywilizacyjnego i jakże wspaniałej, przenikającej się kultury, przeplecionej ze sobą tak dokładnie, że wystarczy wymienić  jedynie kilka przykładów: Mickiewicza, Miłosza, Ciurlionisa, Weyssenhoffa czy wcześniej już wspomnianego Sienkiewicza, a nawet współczesnego nam Eidrigeviciusa, żebyśmy wszyscy wiedzieli jak to jest niezwykle splątanie i jaka jest w tym splątaniu siła.

Nasz XXI wiek sprawił nam na początek wielki dar: oto, po z górą 200 latach przerwy Litwa i Polska znowu są w jednej unii. Senatorowie Michał Krzyżanowski, Adam Kazimierz Czartoryski, czy poseł Ksawery Działyński, a nawet z kompletnie innej opcji Franciszek Ksawery Sapieha czy Szczęsny Potocki zapewne nie pomyśleli, że po 6-7 pokoleniach ich wcale nieskromnie chwalący się przodkami prawnuk, doczeka czasów jak w najlepszych, złotych czasach jagiellońskich za Zygmunta Starego. Czasów, kiedy jesteśmy bezpieczni, razem z Czechami, Słowakami, Węgrami, Łotwą i Estonią (a co najważniejsze z „nieboszczką NRD”!) w Unii obejmującej prawie cały kontynent europejski. Można naszą EU krytykować, warto na pewno ją zmieniać i ulepszać, ale trudno wprost przecenić wartość tego daru, tego instrumentu, dzięki którego obecności możemy spokojnie planować i kształtować naszą przyszłość.

A jednak upiory XX wiecznej przeszłości wciąż chcą nam dawać znać o sobie. Nie możemy na to pozwalać, my obywatele, by jedynie politycy, często w imię doraźnych, partykularnych interesów swoich partii, decydowali o tak ważnych relacjach pomiędzy naszymi narodami.

Szerzej: nie możemy pozwalać sobie my współcześni, pamiętając o naszych przodkach i myśląc o naszych następcach, zmarnować tej szansy, jaką nam, wszystkim tak historycznie doświadczonym narodom Europy Centralnej daje dzień dzisiejszy. Nie ma na to czasu. Nikt tego za nas nie zrobi. Żaden Zachód, na który się tak wszyscy oglądamy, ani nie ma o nas pojęcia, ani nie ma interesu.

Szczęśliwie ostatnio powstało najpierw na Litwie z inicjatywy intelektualistów litewskich iprezydenta Adamkusa, a teraz tworzy się w Polsce stowarzyszenie, ruch ludzi służący poznawaniu i rozwiązywaniu problemów, jakie obecnie narosły pomiędzy naszymi 2 krajami. Nazywa się to Forum im. Jerzego Giedrojcia i miało swoją inaugurację miesiąc temu w Druskiennikach. Byłem tam zaproszony i cieszyła mnie szczególnie obecność i uczestnictwo młodych ludzi – z Polski i Litwy. Z Korony i Wlk. Księstwa. Liczę na to, patrząc na spuściznę myśli Giedroycia, znakomicie dobranego patrona Forum, że ruch ten będzie się rozwijał nie tylko jako litewsko-polski.

  Przywołany wcześniej przeze mnie obrazek z majątku na Podlasiu, zapewne może Państwu przypominać dużo bliższe czasowo i znacznie większe wydarzenie, jakim był bałtycki łańcuch żywych rąk - Baltijos kelias, w 1989 r. Obywatele 3 krajów mających tak wiele wspólnego z nami, połączyli się w długim ponad 600-kilometrowym szeregu, by stworzyć, by pokazać światu, że wolą ich jest przywrócenie wolności i samostanowienia w ich krajach. Zapewne wielu z Państwa tu obecnych uczestniczyło w tej pięknej manifestacji, a ja chciałem podkreślić, że my Polacy, chciałoby się powiedzieć: „my Naród”, w Polsce, która cieszyła się już wtedy świeżo odzyskaną, choć jeszcze bardzo kulawą niepodległością, byliśmy tam wśród Was całym naszym sercem i głową. Byliśmy tam z Wami.

Warto by, korzystając z obrazu tego pięknego symbolu, byście nas Bracia Litwini, razem z pozostałymi krajami bałtyckimi Łotwą i Estonią zaprosili do nowego łańcucha rąk: nas Polaków w Polsce i Polaków na Litwie. Jakże wielu jest nas chętnych do tego. Wspólnie byśmy mogli zapraszać pozostałych: Ukraińców, Gruzinów, a może w końcu i Białorusinów. Wyczytałem w Internecie, że Baltijos kelias stracił już palmę pierwszeństwa w księdze rekordów Guinessa, na rzecz jakiś Azjatów. Czas to zmienić! Nie możemy się przecież dawać pobić żadnym Azjatom. Historia nie lubi  czekać!  Historia lubi się za to powtarzać. Od nas zależy, by to ta nasza dobra historia zaczęła się w końcu powtarzać. Ta najlepsza Historia! 

Pliki do pobrania

(kliknij prawym przyciskiem myszy i "zapisz plik")